Strony

wtorek, 10 kwietnia 2012

Jeden.

Podniosłam się z kolan, na które spadłam i wciąż się uśmiechając podeszłam do taty.
-Dzień dobry-przywitałam się z naszymi, znaczy taty gośćmi.
-Dzień dobry-uśmiechnął się do mnie Paul.
-To moja córka, Felicity. Przepraszam za nią. Zwykle nie spada ze schodów-zaśmiał się tata.
-Nie szkodzi. Prawdę mówiąc, to nawet dobrze się złożyło. Jeśli córka nie ma nic przeciwko, to podczas naszej rozmowy, mogłaby zapoznać się z  Louisem-powiedział Paul.
Wszyscy spojrzeli na mnie i oczekiwali odpowiedzi.
-Oczywiście-zgodziłam się.
-W takim razie zabierz Louisa do siebie,a my w razie potrzeby będziemy w moim gabinecie-oznajmił tata i razem z Paulem poszli do jego gabinetu.
-Cześć-powiedział Louis.
-Hej-odpowiedziałam i poczułam, że lekko się rumienię. W końcu nie codziennie widuje się takich przystojnych chłopców.
Przez chwilę staliśmy w milczeniu. Louis, zdaje się rozglądał się po pomieszczeniu a ja patrzyłam w podłogę.
-To...-zaczął chłopak.
-A, fakt, miałam cię zabrać do pokoju. To chodź-powiedziałam i razem z Louisem weszłam na górę i poszłam do pokoju.
Dziękowałam Bogu, że wieczorem sprzątałam moją sypialnię. Gdy weszliśmy do pomieszczenia pokazałam ręką, żeby Louis sobie usiadł. I tak też zrobił.
-Felicity-powiedział cicho Louis.
-Tak?-spytałam. Chłopak wydawał się zaskoczony. Chyba nie myślał, że usłyszę.
-Nie, nic. Tylko moja siostra ma tak samo na imię-uśmiechnął się.
-Fajnie-powiedziałam i pośpiesznie siadłam na krześle.
-Tak w ogóle, to w jaki sposób spadłaś z tych schodów-był wyraźnie rozbawiony mym 'wypadkiem'.
-A tak jakoś. Zdarza się- powiedziałam uśmiechając się.
-Nie każdemu.
-No nie.
Znów przez jakiś czas siedzieliśmy w ciszy.
-Jeśli to zabrzmi niegrzecznie, to przepraszam, ale co tak właściwie chcecie od taty?-odezwałam się.
-Nie mówił ci?
-Nigdy nie ma okazji porozmawiać-posmutniałam.
-Przykro mi. A mama?
-Mamy nie ma z nami od czterech lat. Zmarła w wypadku samochodowym wracając od jakiejś swojej kuzynki-ściszyłam głos.
Na co dzień byłam przyzwyczajona do braku mamy, ale nigdy o niej nikomu nie wspominałam. Pewnie dlatego, że nie pytali, a sama mówić nie będę. Dlatego teraz poczułam łzy spływające mi po policzku. Louis nic już nie powiedział. Teraz podszedł do mnie i przytulił mnie. Chcąc nie chcąc wtuliłam się w niego. Po chwili jednak się oderwałam.
-Dzięki-powiedziałam wycierając mokre od łez policzki.
-Nie ma sprawy-uśmiechnął się.
Oboje siedliśmy teraz na moim łóżku.
-To jak? Powiesz mi?
-A , tak. Przepraszam, zapomniałem.
-Spoko-kiwnęłam głową-Wybaczam.
-Miło z twojej strony- i znów kolejny uśmiech. Taki sam jak ten, który doprowadził do mojego upadku ze schodów- Więc, wiesz lub nie wiesz, zależy, jestem jednym z członków zespołu One Direction-zrobił pauzę i spojrzał na mnie.
-Słyszałam-nie skłamałam. Moja przyjaciółka często ich słucha, więc...
-No, więc Paul, nasz manager, chce współpracować z wytwórnią płytową twojego taty. I to właśnie o tym przyszedł pogadać.
-A ty?
-Ja miałem coś tam o zespole powiedzieć. Ale tak wyszło, że spadłaś z tych schodów i  ten-zaśmiał się.
-Haha. Ależ to zabawne-rzuciłam i udałam obrażoną.
-Ej, no co ty. Felicity. Nie obrażaj się. No proszę. Wybacz, co?
Spojrzałam na niego przez ramię, a on zszedł z mojego wyrka i klęknął na kolanach.
-Wybaczysz?
-Hahahaha-i jebłam na podłogę. Czyli również na Louisa. Czyli ja sobie leżę na Lou. Na Lou Tomlinsonie. Omfg. Agnes jakby tu była to by darła japę, że też chce. Ło, kurwa. Moja logika. Haha.
-Felicity-zaśmiał się Louis.
-Cii... myślę-powiedziałam i gapiłam się w ścianę. Ale oczywiście, tępa ja, nie pomyślałam, by zejść z Lou.
-Brawo-powiedział.
-Okej, skończyłam myśleć-powiedziałam i podniosłam się- Możesz wstać-uśmiechnęłam się.
-Dzięki za pozwolenie-zaśmiał się.
Rozległo się pukanie do drzwi i po chwili ujrzeliśmy mojego tatę i Paula.Oboje wyglądali na zadowolonych.
-Felicity, nie chciałbym ci już zabierać Louisa, ale muszę. Wybacz-powiedział Paul.
-Oooo... tak fajnie nam się gadało-zrobiłam smutną minkę.
-Chyba leżało-powiedział cicho Lou. Jednak nie dość cicho i tata i Paul to usłyszeli.
Ja z uśmiechem na ustach uderzyłam Louisa w ramię. Tak po przyjacielsku.
-Ała?-zaśmiał się.
-Tak-powiedziałam.
-No, dobra. Chodź Lou. Wpadniesz jutro. Przyprowadzisz resztę chłopców, co?
-Jeśli Felicity i jej tata pozwolą.
-Fel ma dom wolny na jakiś tydzień. Możecie wpadać-rzucił mój tata.
-Zostać w sumie też. Wyjechałbym sobie na ten tydzień, a wy byście się lepiej zapoznali.
-I Fel by sama w domu nie była-i tata i Paul, tak się wymieniając argumentami zeszli na dół a ja i Lou za nimi.
Oboje patrzyliśmy na siebie z minami 'WTF?' , ale jak tata coś postanowi, to się nie da nie zgodzić, bo zaraz podaje mi całą masę argumentów dlaczego tak właśnie musi być. Obstawiałam, że z Paulem jest pewnie podobnie.

___________________________________________________________________________
Jedynka pisana trochę na szybko, ale i tak mam nadzieję, że się spodoba. ♥ xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz