Strony

środa, 11 kwietnia 2012

Dwa.

-I nie możesz go przekonać, że wolisz zostać sama?-pytała po raz nie wiem już który Agnes.
-No chyba ci mówię, że  się nie da.
-Jakie argumenty przedstawił?
Westchnęłam i odłożyłam łuk na ziemię. Jak zwykle o 12 byłam na treningu. Latem mieliśmy sporo luzu i mogliśmy robić sobie przerwę kiedy chcemy. Poza tym dziś i tak było ze trzy osoby, więc już w ogóle. Agnes siedziała na ławce postawionej na trawie. Ćwiczyliśmy na powietrzu praktycznie zawsze, oczywiście z wyjątkiem pory zimowej. A Agnes towarzyszyła mi od samego początku, więc nikomu nie przeszkadzała jej obecność. Czasem pozwalali jej żeby sobie postrzelała, ale tylko kiedy było mało osób, bo kompletnie jej to nie wychodziło.
-Cytuję : ' Nie będziesz sama w nocy,dzięki czemu nie będę się martwił, a ty bała spać ze świadomością, że ktoś może się włamać, będziesz miała towarzystwo, nie będziesz się nudziła'. Coś tam jeszcze mówił, ale go olałam. Nie rozumiem, jak może zostawiać mnie z piątką chłopaków, których praktycznie nie znam? Jak by mieli tylko sobie przyjść, posiedzieć, pogadać w ciągu dnia to rozumiem, ale na noc mnie z nimi zostawiać?
-Nie ogarniam twojego taty. Jakby nie pomyślał, że ja mogę przyjść na noc. Lol.
-Dokładnie-powiedziałam wstając i podchodząc do łuku.
Podniosłam go z ziemi i szykowałam się do strzału w tarczę. Trafiłam w brzeg.
-Łooo... tata musiał cię wkurzyć-stwierdziła Agnes.
-Nie mylisz się-przyznałam.
Przyjaciółka dokładnie wiedziała, kiedy jestem wkurzona, wytrącona z równowagi itp. Wtedy, strzelając z łuku nie trafiałam w środek, ani w jego okolice.
-Pierwsza. Chodź, już-poinformowała mnie Agnes.
-Chwila-po raz ostatni dziś skupiłam całą swoją uwagę na punkcie, do którego strzelałam.
Wzięłam głęboki oddech i puściłam strzałę. Tym razem trafiła w sam środek. Z uśmiechem na ustach oddałam łuk trenerowi, który nagle się koło mnie pojawił i poszłam z Agnes do szatni, by się przebrać. Następnie miałam iść do domu chłopców i razem z nimi wrócić do siebie.

***
-Gotowi?-wydarłem się na cały dom.
-Tak!-odpowiedzieli Harry, Liam, Niall i Zayn.
-Musimy tam jechać? Nie żebym miał coś do spędzania tygodnia z jakąś dziewczyną, zwłaszcza jeśli jest ładna, ale..-mówił Zayn, ale mu przerwałem.
-Musimy.I wierz mi Zayn. Jej się ten pomysł tak samo nie podoba.
-Ty za to nie masz nic przeciwko, nie?-zapytał Harry unosząc brew.
-Nie, nie mam. Felicity jest bardzo ładna, wydaje się miła i nawet w moim typie. To chyba oczywiste, że chcę ją lepiej poznać.
-Fakt.
Rozległo się dzwonienie do drzwi. 
-Otworzę-powiedział Harry.
-Nie, ja to zrobię-rzuciłem, ale on już był pod drzwiami.

***
Czekałyśmy z Agnes chwilkę zanim nam otworzyli. W drzwiach stanął chłopak z lokami na głowie. Harry. Przez chwilę patrzył na nas z otwartą buzią. 
-Harry. Możemy wejść?-spytałam.
-Eee, pewnie. Ty jesteś Fel?
-Kurwa, no. Kolejna osoba nazywająca mnie w ten sposób. Ja mam imię ludzie. Felicity jestem-posłałam mu uśmiech.
-Nie wiedziałem, że nie lubisz jak ktoś skraca ci imię.
-Już wiesz.
-Będę pamiętał. A ty jesteś?-skierował to pytanie do Agnes, podczas gdy ja weszłam w głąb mieszkania.
-Ona jest Agnes. Nie wiem czy jest ci w stanie odpowiedzieć, więc cię informuję-puściłam mu oczko i weszłam do salonu.
-Siema wszystkim. Gotowi?
-Jasne-powiedzieli. 
-Okej. To tak na szybko. Ja wasze imiona znam, a jeśli o mnie chodzi to jestem Felicity. Louis pewnie wam mówił, ale nie zaszkodzi przypomnieć. 
-Felicity!-do salonu wpadł Harry.
-Słucham cię?
-Agnes.
-Agnes co?
-No widzisz, bo ona zdaje się zemdlała.
-Jezus. Wiedziałam, że tak będzie.
-Dzwonić po karetkę, czy coś?-Harold był zdaje się zmartwiony.
-Nie. Zajmę się tym.
Podbiegłam do przyjaciółki i nie myśląc dałam jej z liścia. Podziałało. 
-Ała!-krzyknęła-No wiesz? Będę miała ślad.
-Przez kilka dni potem zejdzie. Tymczasem będzie ci przypomniał, by nie mdleć, bo się liczyło na sztuczne oddychanie w wykonaniu Harrego-uśmiechnęłam się. 
Przy okazji zorientowałam się, że cała piątka sobie za mną stoi, bo Niall, Zayn, Louis i Liam się śmiali. A Harry pił wodę.
-Wstawaj-powiedziałam do Agnes.
-To ja poczekam na zewnątrz-powiedziała wstając i wyszła z domu.
-Zawstydziłaś ją-zaśmiał się Zayn.
-Bywa. Ale taka jest prawda. Wasze fanki by tak nie zrobiły na jej miejscu? Zgaduję, że tak bo i Agnes jest fanką.
-Może i by zrobiły. Nie wiem-powiedział Liam. 
Wyszliśmy z ich domu i poszliśmy do mnie. Po drodze Agnes powiedziała mi tylko, że może zostać u mnie przez ten tydzień. 
-Słyszeliście? Agnes z nami zostaje-poinformowałam chłopców.
-Yaaay!-ucieszyli się. 
Przyjaciółka natomiast posłała mi mordercze spojrzenie. 
-No co? I tak by się dowiedzieli-powiedziałam. 

__________________________________________________________________________
Jest i dwójka. :D Taka krótka mi wyszła, ale mam nadzieję, że się spodoba. xx

wtorek, 10 kwietnia 2012

Jeden.

Podniosłam się z kolan, na które spadłam i wciąż się uśmiechając podeszłam do taty.
-Dzień dobry-przywitałam się z naszymi, znaczy taty gośćmi.
-Dzień dobry-uśmiechnął się do mnie Paul.
-To moja córka, Felicity. Przepraszam za nią. Zwykle nie spada ze schodów-zaśmiał się tata.
-Nie szkodzi. Prawdę mówiąc, to nawet dobrze się złożyło. Jeśli córka nie ma nic przeciwko, to podczas naszej rozmowy, mogłaby zapoznać się z  Louisem-powiedział Paul.
Wszyscy spojrzeli na mnie i oczekiwali odpowiedzi.
-Oczywiście-zgodziłam się.
-W takim razie zabierz Louisa do siebie,a my w razie potrzeby będziemy w moim gabinecie-oznajmił tata i razem z Paulem poszli do jego gabinetu.
-Cześć-powiedział Louis.
-Hej-odpowiedziałam i poczułam, że lekko się rumienię. W końcu nie codziennie widuje się takich przystojnych chłopców.
Przez chwilę staliśmy w milczeniu. Louis, zdaje się rozglądał się po pomieszczeniu a ja patrzyłam w podłogę.
-To...-zaczął chłopak.
-A, fakt, miałam cię zabrać do pokoju. To chodź-powiedziałam i razem z Louisem weszłam na górę i poszłam do pokoju.
Dziękowałam Bogu, że wieczorem sprzątałam moją sypialnię. Gdy weszliśmy do pomieszczenia pokazałam ręką, żeby Louis sobie usiadł. I tak też zrobił.
-Felicity-powiedział cicho Louis.
-Tak?-spytałam. Chłopak wydawał się zaskoczony. Chyba nie myślał, że usłyszę.
-Nie, nic. Tylko moja siostra ma tak samo na imię-uśmiechnął się.
-Fajnie-powiedziałam i pośpiesznie siadłam na krześle.
-Tak w ogóle, to w jaki sposób spadłaś z tych schodów-był wyraźnie rozbawiony mym 'wypadkiem'.
-A tak jakoś. Zdarza się- powiedziałam uśmiechając się.
-Nie każdemu.
-No nie.
Znów przez jakiś czas siedzieliśmy w ciszy.
-Jeśli to zabrzmi niegrzecznie, to przepraszam, ale co tak właściwie chcecie od taty?-odezwałam się.
-Nie mówił ci?
-Nigdy nie ma okazji porozmawiać-posmutniałam.
-Przykro mi. A mama?
-Mamy nie ma z nami od czterech lat. Zmarła w wypadku samochodowym wracając od jakiejś swojej kuzynki-ściszyłam głos.
Na co dzień byłam przyzwyczajona do braku mamy, ale nigdy o niej nikomu nie wspominałam. Pewnie dlatego, że nie pytali, a sama mówić nie będę. Dlatego teraz poczułam łzy spływające mi po policzku. Louis nic już nie powiedział. Teraz podszedł do mnie i przytulił mnie. Chcąc nie chcąc wtuliłam się w niego. Po chwili jednak się oderwałam.
-Dzięki-powiedziałam wycierając mokre od łez policzki.
-Nie ma sprawy-uśmiechnął się.
Oboje siedliśmy teraz na moim łóżku.
-To jak? Powiesz mi?
-A , tak. Przepraszam, zapomniałem.
-Spoko-kiwnęłam głową-Wybaczam.
-Miło z twojej strony- i znów kolejny uśmiech. Taki sam jak ten, który doprowadził do mojego upadku ze schodów- Więc, wiesz lub nie wiesz, zależy, jestem jednym z członków zespołu One Direction-zrobił pauzę i spojrzał na mnie.
-Słyszałam-nie skłamałam. Moja przyjaciółka często ich słucha, więc...
-No, więc Paul, nasz manager, chce współpracować z wytwórnią płytową twojego taty. I to właśnie o tym przyszedł pogadać.
-A ty?
-Ja miałem coś tam o zespole powiedzieć. Ale tak wyszło, że spadłaś z tych schodów i  ten-zaśmiał się.
-Haha. Ależ to zabawne-rzuciłam i udałam obrażoną.
-Ej, no co ty. Felicity. Nie obrażaj się. No proszę. Wybacz, co?
Spojrzałam na niego przez ramię, a on zszedł z mojego wyrka i klęknął na kolanach.
-Wybaczysz?
-Hahahaha-i jebłam na podłogę. Czyli również na Louisa. Czyli ja sobie leżę na Lou. Na Lou Tomlinsonie. Omfg. Agnes jakby tu była to by darła japę, że też chce. Ło, kurwa. Moja logika. Haha.
-Felicity-zaśmiał się Louis.
-Cii... myślę-powiedziałam i gapiłam się w ścianę. Ale oczywiście, tępa ja, nie pomyślałam, by zejść z Lou.
-Brawo-powiedział.
-Okej, skończyłam myśleć-powiedziałam i podniosłam się- Możesz wstać-uśmiechnęłam się.
-Dzięki za pozwolenie-zaśmiał się.
Rozległo się pukanie do drzwi i po chwili ujrzeliśmy mojego tatę i Paula.Oboje wyglądali na zadowolonych.
-Felicity, nie chciałbym ci już zabierać Louisa, ale muszę. Wybacz-powiedział Paul.
-Oooo... tak fajnie nam się gadało-zrobiłam smutną minkę.
-Chyba leżało-powiedział cicho Lou. Jednak nie dość cicho i tata i Paul to usłyszeli.
Ja z uśmiechem na ustach uderzyłam Louisa w ramię. Tak po przyjacielsku.
-Ała?-zaśmiał się.
-Tak-powiedziałam.
-No, dobra. Chodź Lou. Wpadniesz jutro. Przyprowadzisz resztę chłopców, co?
-Jeśli Felicity i jej tata pozwolą.
-Fel ma dom wolny na jakiś tydzień. Możecie wpadać-rzucił mój tata.
-Zostać w sumie też. Wyjechałbym sobie na ten tydzień, a wy byście się lepiej zapoznali.
-I Fel by sama w domu nie była-i tata i Paul, tak się wymieniając argumentami zeszli na dół a ja i Lou za nimi.
Oboje patrzyliśmy na siebie z minami 'WTF?' , ale jak tata coś postanowi, to się nie da nie zgodzić, bo zaraz podaje mi całą masę argumentów dlaczego tak właśnie musi być. Obstawiałam, że z Paulem jest pewnie podobnie.

___________________________________________________________________________
Jedynka pisana trochę na szybko, ale i tak mam nadzieję, że się spodoba. ♥ xx

Prolog.

Pierwsze dwa tygodnie upragnionych wakacji spędziłam dość aktywnie. Chodziłam na letnie zajęcia z łucznictwa, które od dzieciństwa było moim ulubionym sportem. Żałowałam, że na w-fie w szkole takich zajęć nie mamy, ale to w sumie dobrze, bo byśmy się chyba pozabijali. Dziś rano jakoś nie chciało mi się wstać z łóżka. Zamiast tego podłączyłam słuchawki do mojego telefonu i zaczęłam słuchać mojej ulubionej ostatnio piosenki, czyli 'Eyes Open' w wykonaniu Taylor Swift. Słuchając jej przypominałam sobie jeden z moim zdaniem najlepszych filmów jaki kiedykolwiek powstał, czyli Igrzyska Śmierci. Zarówno film, jak i książka pogłębiły moje zamiłowanie do łucznictwa. Teraz jednak zamiast zajmować się myśleniem o mojej ulubionej dyscyplinie sportowej, postanowiłam zejść na dół i poprzeszkadzać mojemu tatusiowi, który właśnie przyjął jakiegoś gościa. Schodząc po schodach wyłapałam imię przybyłej osoby. Paul. Nazwiska nie podał, więc zrodziła się we mnie nadzieja, że to może Paul Wesley, aktor z serialu 'Pamiętniki Wampirów' , który notorycznie oglądam. Ale gdzie tam. Nie był to ten gość. No bo, prawdę mówiąc, co ktoś taki jak Paul Wesley miałby robić w Londynie? Sama czasem zastanawiam się, co tutaj robię. Potem jednak przypominam sobie słowa taty o tym, jak to musieliśmy wyjechać z  LA, by nie przypominało mi o zmarłej mamie, oraz że tu znalazł sobie lepszą pracę. Moje odczucia po tych słowach były zawsze takie same. 'Praca jest dla taty najważniejsza' . Ale taka była prawda. Siadłam na jednym ze schodków wychylając się lekko zza barierki. Myślałam, że spadnę z tych schodów, bo oprócz tego Paula przyszedł młodszy chłopak. Może o rok, dwa starszy ode mnie. Jego uśmiech po prostu zwalał z nóg. I przez to spadłam z tych schodów. 'Brawo' pomyślałam. Posłałam wszystkim zebranym uśmiech, ponieważ w dość kompromitującej dla mnie sytuacji tylko tyle mogłam zrobić.

______________________________________________________________________
Mamy prolog. Mam nadzieję, że się spodoba. Prosiłabym, byście komentowali i wyrażali swoje opinie. xx